cuzco.

english version below ↓

Nie, jeszcze nie.  Jeszcze jestem w Polsce i nadal zbieram na podróż po Ameryce Południowej. Startuje w grudniu, jak poogarniam rzeczywistość. Gdyby ktoś chciał wesprzeć może kupić świeczki, które robię. Są tu rebel.stuff

Ale do sedna. W Cuzco juz byłam. Zjadłam bardzo podstawowe śniadanie  na balkonie z chyba najładniejszym widokiem i przewertowałam przewodnik. Cuzco jest miastem wypadowym do Macchu Picchu, wiec turystycznie –  jest stolicą Peru. Więcej tam przyjezdnych niż lokalesów, a najwiecej rodaków wuja Sam’a. Dużo burgerowni i właściwie cała Plaza de Armas jest nocnym klubem. W ciągu dnia dostaje się bileciki na tanie drinki i w nocy wszyscy turyści są właśnie tam. W przeróżnym stanie.

Cuzco jest jeszcze fenomenalne z jednego powodu: na każdym kościele i właściwie na prawie każdym budynku rządowym  powiewają tęczowe flagi, wiec wygląda na najbardziej gay – friendly miasto świata. Tymczasem wszystkie te tęcze są flagami Inków.

Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset

 

Przejedzone i przetrawione przez turystów Cuzco nie było dla mnie zbyt atrakcyjne, oprócz oczywistych przepięknych miejsc.  W Lonely Planet  znalazłam miejsce opisane jako niebezpieczne i właściwie spoko, ale lepiej tam jednak nie iść. Poszłam więc. Piechotą. Nic specjalnego tam nie było. Nie było też turystów, co było dość miłe, ale poza tym też niewiele. Zobaczyłam niewielki skwerek z fontanna z lat 70tych – taki klasyczny design – a dookoła ławeczki na których siedzieli lokalni żule pijący pisco sour (taka lokalna wódka) popijając ją INCA colą (tutejszy żółty napój bardziej popularny od coca coli). Usiadłam na jednej z ławek i po chwili miałam sąsiada. Z pisco i inca colą. „Skąd jesteś?” zapytał? ” Z Polski” odparłam jeszcze kulejącym hiszpańskim. „z Polski mówisz?! A jak się miewa Jacek Kuroń?!” Looknełam na jego pisco i wbita w tę ławke odpowiedziałam, że nie bardzo się miewa, bo nie żyje. „A Adam Michnik?” Rozejrzałam się. Nadal byłam wśród średnio dobrze zapowiadającej się dzielnicy Cuzco i to wśród tych gości z inca colą i pisco sour. „Adam Michnik z tego co wiem ma się dobrze. Ma gazetę i chyba wszystko gra.” – nie kryłam zdumienia, bo skąd do cholery peruwiański żul z niebezpiecznej dzielnicy Cuzco zadawał mi pytania o Kuronia i Michnika.  Jak?  Otóż tak, po prostu. Jak się okazało – był żywo zainteresowany przemianami we wschodniej części Europy,  w poprzednim jeszcze życiu, w którym to pracował jako inżynier wodny.  Facet był okrutnie oczytany i zabójczo zorientowany w tym co się dzieje na świecie. Tyle tylko, że życie go jakoś tak go poharatało, że teraz siedzi na tej ławeczce z pisco i colą.

Pogadaliśmy chwile.  Przeprowadził mnie przez zasoby wodne Inków, które miałam za chwile zobaczyć w Macchu Picchu. Powiedział mi, że inkowie nie mówią po hiszpańsku do siódmego roku życia, a ich pierwszym językiem jest Quechua. Nauczył mnie parę ważnych quechuańskich słów, a na koniec około dwugodzinnej rozmowy zapytał po co tu przyszłam. „Bo Lonely Planet mówił by nie przychodzić” – odparłam. „I następnym razem posłuchaj, proszę, bo to rzeczywiście nie jest dobre miejsce” – odparł mój kumpel. Spokojnie piechotą wróciłam do domu myśląc już o następnych miejscach, których Lonely Planet nie poleca.

♦♦♦ English

No. Not yet. I am still here sitting in my home country, still dreaming and preparing to go. Destination Peru. The plan is to go in December after I sort out my stuff. If someone wanted to back me up in my efforts, you can get a candle that I hand pour in Lipowy Most. They smell well anyway ↑ and here they are rebel.stuff

Back to the point. I’ve been in Cuzco before. My first morning I had a simple breaky on the balcony with the best view possible and looked though Peru LP. Cuzco is a gateway to Macchu Picchu which I guess makes it most tourist populated peruvian city.  There seems to be more tourists there than locals and the whole little place is packed with burger bars, pizza places and European looking cafes. At night, a central Plaza de Armas turnes into a night club with most people ending up just there as you can expect: in all sorts of shapes or forms:)

Cuzco is fascinating for one more thing; the rainbow flags everywhere. They top the churches and government buildings giving you impression that you’ve just entered the most tolerant place on planet.  They are Inca colours however.

Cuzco, though beautiful, feels a little digested by travellers. So I searched the LP book and found a spot that it recommended not going to. „Fine”, I thought and walked there. It was dull, there was literally nothing interesting there. There was no tourist either which was rather nice, but, to be hones there was not much there. I spotted a little square with 70’s designed fountain on it. There was benches around occupied by local sots drinking pisco (a local liquor) and washing it down with inca cola (a yellow carbonated drink locally more popular than a coca cola). I sat on one of the benches and within a minute one of the guys sat next to me. „Where are you from, girl?!” – he asked. „I am from Poland” I answered in my stumbling Spanish. „Poland, you say. So how is Jacek Kuroń doing?!” – the question came as a shock. Jacek Kuroń was a key figure in polish Solidarity movement that triggered changes in Eastern Europe and have caused the collapse of Berlin Wall. „Not too good. He’s dead”  – I answered trying to comprehend what’s just happened. „And Adam Michnik?! ” he continued deepening my state of shock. Adam was Solidarity’s another key figure and a founder of „Gazeta Wyborcza” that built the grounds for Poland’s free press.  „I guess he’s just fine” i said „he still owns his newspaper”.  I was just stunned how a peruvian sot would know about all that; how he would hear about the history of a such a remote and insignificant country as Poland.

We talked a little. In his previous life, he was a water engineer; he was extremely well read with a vast knowledge about the world politics. It’s just life that made a sneaky twist on him so now he’s there on the bench drinking pisco and washing it down with Inca Cola.

He introduced me to the way Incas run their water supplies in Macchu Picchu, which I was about to see soon. I found out Incas don’t get to speak Spanish up until they are 7 and their first language is Quechua; and I got to know a few quechuan phrases. At the end of our 2-hour-long conversation he asked me ” Why did you come here?!” . „Cos LP told me not to.” – I said. „So, next time better listen cos this is not a good place for a girl” – he replied saying goodbye. I walked back already thinking of visiting more places LP does not recommend.

6 Comments

  1. Brian DiBartolo

    I love this story and this encounter. Going to places LP tells us not to visit is how you can really meet people. Good luck on your next adventure. Grab yourself a Cienciano soccer jersey and enjoy.

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na roadtriprebel Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s