krogul na śmieciach. czyli garbage dump part two.

English version soon

Zasady były jasne. Codziennie o 8 rano cała grupa wolontariuszy ubranych w jednakowe butelkowo zielone T-shirty,  wyjeżdża tak zwanym Chicken Busem [ o tym za moment ] do Gwatemala City do ZONA 3 – najbiedniejszej i najbardziej niebezpiecznej dzielnicy miasta. Przejazd kosztuje nas jednego quetzala w jedna stronę (prawie nic) i wracamy około szesnastej z ZONA 3 do Antigua – gdzie przypominam mieszkamy. Też Chicken Busem. Przejazd około 40 kilometrów trwa godzinę.

Antigua jest piękna, ZONA 3 nie. Na miejscu śmierdzi potwornie i lata koszmarnie dużo sępów. W końcu to wysypisko śmieci. W ZONA 3 mamy się poruszać TYLKO w dużych grupach i TYLKO pod eskortą ochrony.  Później będę wielokrotnie łamała te zasadę, ale na razie uważnie słucham. Po to nam zresztą te zielone T- shirty. Mają krzyczeć do tambylców, że jesteśmy wolontariuszami i działamy w dobrej wierze; żeby do nas nie strzelali, i że będziemy pracowali z dziećmi, których rodzice żyją z wysypiska śmieci. Zaraz wszystko wyjaśnię. Acha. Nie mogliśmy w okolicy też robić zdjęć. Też trochę nieposłuchałam.

 

 

Byłam przerażona. Moja pierwsza przejażdżka CHICKEN BUS’EM była koszmarem. CHICKEN BUS to zaimportowany stary school bus ze stanów, pomalowany na tysiące kolorów, z kokpitem w kwiaty, Maryjki i różańce i KONIECZNIE lecącym w głośnikach reagetonem  czyli takim tamtejszym disco polo. Okropnie są niewygodne te autobusy, bardzo powszechne i dotyczy ich jedna zasada: wsiada tyle osób ile wlezie, w dowolnej formie pozie, stanie skupienia i złożenia. Do tego nazwa pochodzi od dość powszechnie przewożonych nimi drących się kurczaków w koszykach, świń, kotów, psów i właściwie wszystkiego co tam Wam przyjdzie do głowy. Też w dowolnych pozach i stanach skupienia.  Do Guate City raczej nie jeździły, bo zwierzęta wożono bardziej do miejscowości targowych [ przepiękne są te miejsca, ale o tym w oddzielnej historii ]  ale ludzie leżący ludziom na głowach to już nie był bardzo rzadki widok. Całość umilał Daddy Yankee  lub inna lokalna gwiazda i to tak bardzo, że do dziś mam słabość do reageton’u. Mało tego pokochałam Chicken Bus’y, mimo, że bardzo bałam się tej pierwszej przejażdżki. Głownie  bałam się tego co mnie czeka.

 

 

 

Większość mieszkańców Zona 3 żyje z wysypiska. Dokładnie znaczy to tyle, że  czekają na śmieciary jak na dostawę do sklepu, rzucają się na nią i cokolwiek ładnego bądź użytecznego znajdą – odsprzedają. To jest jedyne źródło ich zarobku. Dzieci im w tym nie pomagają więc te małe były zamykane w kartonowych pudełkach i odkładane na bok na chwilę. Tak miały przeczekać. Niestety czasem te kartonowe pudełka były tratowane przez ciężarówki z dostawą.  Starszaki pałętały się po prostu po wysypisku lub jego bliskiej okolicy i żadne z tych dzieci nie miało szans na edukację.  W 2005 roku zdarzył się też wielki pożar w którym zginęła cała kupa ludzi w tym dzieci, no i sporo też  w wyniku wielokrotnych obsunięć.  W każdym razie mają tam przechlapane te dzieciaki, bo w końcu za cholere nie wybierały sobie miejsca urodzenia i pojęcia jeszcze nie miały jak okrutnie trudny los ich czeka. Na całe szczęście znalazła się dziewczyna, która postanowiła zabrać te dzieciaki z wysypiska. Hanley Denning  przyjechała do Gwatemali nauczyć się hiszpańskiego, zobaczyła tamtejszy armagedon i założyła Safe Passage/Camino Seguro [ jesli klikniecie w jej imię i nazwisko, to tam jest odnośnik do strony fundacji ]  – miejsce gdzie mogły spokojnie spędzić czas podczas gdy rodzice pracowali. Z tymi dziećmi miałam pracować. Wybrałam dwulatki, bo mój hiszpański był na mniej więcej takim poziomie. Każdy nastolatek potraktowałby mnie jak niemotę półgłowka.

Przedszkole z dwulatkami było nieco oddalone od głównego budynku szkoły – ta była piękna i nowa, bo Camino Seguro działało już od paru lat i zebrało trochę quetzali by zainwestować w starsze dzieci. Młodsze nadal gnieździły się w bezpośredniej bliskości wysypiska. Naprawdę potwornie tam śmierdziało, szczególnie w czasie deszczu, a budynek dzieliliśmy z rodziną szczurów, co radowało dzieciaki nieprzeciętnie. Każdy szczurzy rajd przez salę był wydarzeniem. Pierwszego dnia nie, ale po około tygodniu tez się dobrze bawiłam. Pierwszego dnia, to ja właściwie nie bawiłam się wcale dobrze. Mój hiszpański leżał [większość wolontariuszy jednak mówiła], a oprócz tego że śmierdziało budynek nie miał okien i podzielony był na sale obdrapaną blachą falistą,   no i było w nim około 100 stopni celsjusza.  Toalety [to jednak duże słowo] nie miały spłuczek, a na zewnątrz było coś w rodzaju placu zabaw. Parę, przepraszam, parenaście razy przeleciało mi przez głowę „co ja do cholery sobie zrobiłam?!”

Parenaście razy na sekundę, w zasadzie. Na szczęście TO poniżej mnie kompletnie rozwaliło.

 

 

 

No sami powiedzcie?! Przecie te dwu-, trzyletnie maleństwa pojęcia nie mają jak mają przesrane. Jak każdy maluch mają ochotę ganiać, rozrabiać, wpierdzielać McDonald’ a [dokąd ich zresztą zabraliśmy – no może nie do McDo, ale jakiegoś gwatemalskiego odpowiednika]. Pokochałam ich okrutnie; szczególnie Gerardo – tego małego smutasa z wielkimi oczami. Nie była to łatwa praca, bo w koszmarnym ukropie i potwornym smrodzie, ale myliśmy tych małych skazańców, obcinaliśmy im pazury, wygrzebywaliśmy miód z uszu, podcieraliśmy pupy, biegaliśmy po tym niby placu zabaw i zabieraliśmy do zoo. Ja w zamian dostałam najcudniejszych nauczycieli hiszpańskich dzieciosłowek jakich mogłam sobie wymarzyć i nieźle w kość. Jedynymi momentami jakie mieliśmy dla siebie były przerwy na lunch gotowany przez lokalne cudne panie, na który mogliśmy się dostać jedynie pod ochroną, oczywiście. No i weekendy.  Wracałam do Antigua kompletnie zdojona; naprawdę nie pamiętam bym kiedykolwiek była bardziej. Całe szczęście w domu pod limonką oprócz wspomnianego już boysbandu z Norwegii,  mieszkała zajebista banda ludzi: paru wolontariuszy, jacyśtam zwykli turyści i amerykańskie małżeństwo, które przyjechało adoptować gwatemalskiego chłopca. Wieczory więc spędzaliśmy na wspólnym gotowaniu, piciu wina, małych romansach, łażeniu na spontaniczne koncerty żyjących jeszcze resztek Buena Vista Social Club [tak tak Ci sami – mieszkali całe to lato w Antigua], a weekendy, i czasem dogodnie przypadające święta narodowe, na jeżdżeniu po tym KOSMICZNIE PIĘKNYM KRAJU, Hondurasie i El Salvador.

Dostałam w kość przepotwornie, dostałam też porządnego plaskacza w twarz: patrz bejb – tak wygląda normalne fajne życie – pełne ciepła, przyjaciół i przygód.

ps. Hanley Denning zginęła w Guate City w wypadku samochodowym rok po moim pobycie tam

ps. 2 Gdyby ktoś chciał wiecej to TU można zobaczyć dokument o  wysypisku w ZONA 3. Nienajlepszy , ale był nominowany do Oskara i dość rzetelnie mówi o sprawie.

 

 

ej. ale o reszcie potem. i o tym co zobaczyć w Guate też.

Processed with VSCO with 5 preset

 

4 Comments

  1. Seeker

    Wzruszyłam się do łez, nie przesadzam. Dziękuję, że piszesz tego bloga. Opisujesz moje życie z alter-ego, które miałabym, gdybym nie założyła rodziny. Zawsze mówię, że niczego w swoim życiu nie żałuję, a mam na myśli głównie wariactwa, które wyczyniałam i kontrowersyjne wyboru, które w życiu podjęłam. Teraz już wiem, że jest jedna rzecz, której żałuję: że moja osobowość/poglądy/pragnienia nie wyodrębniły się wcześniej. Na pewno robiłabym to samo, co Ty: jeździła na wolontariaty, doświadczała skrajnych sytuacji, poznawała całkiem innych ludzi. Ale zanim odezwało się to we mnie wyraźnie- założyłam swoją rodzinę, czego oczywiście nie żałuję, ale mam nadzieję że wiesz, o co mi chodzi. Przepraszam, że tak się rozpisałam i to o sobie, zamiast o Tobie i Twoim wpisie, ale uderzyłaś mnie w czułą strunę i naprawdę piszę to, płacząc.
    Piękna historia i doświadczenia, na pewno było Ci bardzo ciężko opuszczać te dzieciaki. Dokument dziś obejrzę. Śliczne zdjęcia.
    😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s