La Paz.

La Paz jest, po Buenos Aires,  moim ulubionym miastem. Ha, wiem! No nie każdy La Paz kocha, właściwie to każdy nie kocha. Wiekszość jednak puka się w łeb w tej chwili .  Ja lubię i to bardzo.  Zgadza się – La Paz jest definicją chaosu. Nie znam innego tak szalenie popieprzonego miasta, ale ja ten chaos uwielbiam więc dajcie mi szansę opowiedzieć dlaczego.

  • Po pierwsze historia więzienia San Pedro

To jest właściwie autonomiczny ogranizm, w którym mieszkają całe rodziny, dzieci wychodzą stamtąd do szkoły, rodziny prowadzą sklepy i restauracje, osadzeni kupują cele w zależności od statusu finansowego – najbogatsi [narkotrafikanci – prawdobodobnie lub najcześciej] mieszkają nawet w luksusowych apartamentach.

Do niedawna backpackersi –  czyli turysty takie jak ja – mogli tam wejść za drobną opłatą [oczywiście łapówką wręczaną klawiszom], spędzić noc albo nawet parę [są przypadki spędzania tam ponad roku z przerwami] i poimprezować z osadzonymi produkowaną na miejscu, podobno najlepszą w kraju kokainą. Te dobre czasy się skończyły w 2010 roku kiedy to podobno do więzienia wpadła ekipa telewizyjna robiąca dokument o polityku, który tam siedział i przypadkowo nagrała przemykających turystów; no i zaczęła się burza i skończyła to backpackerskie eldorado – ale jakby ktoś chciał więcej poczytać to Rusty Young i Thomas Mc Fadden – kiedyś osadzony w San Pedro za przemyt narkotyków,  opisali to  malowniczo w książce „Marching Powder”. Chyba nie wydano jej po polsku, ale są szanse, że powstanie film, bo Brad Pitt zakupił prawa do ekranizacji, a scenariusz podobno ma napisać człowiek od Narcos. Ja teraz lubię sobie tam teraz posiedzieć  [na ławeczce przed chociaż], bo wejść już nie można. Jest tam jakaś taka energia, że nawet nie wiem jak to opisać. Lubię ciary, które mam w tamtym miejscu.

Processed with VSCO with 5 presetProcessed with VSCO with 5 presetProcessed with VSCO with 5 presetProcessed with VSCO with 5 preset

  • Mercado Ramirez

La Paz prawie nie ma supermarketów, jest za to Mercado Ramirez.  Ramirez zajmuje przestrzeń porządnej dzielnicy – jest prze-wielkim ulicznym targiem: jedna, może dwie ulice ze szczotkami, zaraz potem sprzęt sportowy, następne trzy przecznice to elektronika, potem ryby, owoce i mięso, dalej hydraulika, buty,  bielizna [w tym okresie – czyli bożonarodzeniowym – w  kolorach radosnych – żółtym i czerwonym – bo świeta przecie]  no i kuchnia – czyli garnki talerze i takie tam,  plus normalnie jak to na targu bywa – lokalne jedzenie. No właściwie wszystko tak jak w supermarkecie tyle, że na ulicy.

 

 

Jest jednak coś czego w supermarkecie  nigdy nie znajdziecie, a błądząc po ulicznym targu w La Paz – owszem. Najprawdziwsze czarownice. One bardzo nie lubią jak się im robi zdjęcia, niestety.  Ja dostałam nawet zupą od jednej.  Chlusnęła we mnie tak, że serio mi się odechciało. Zdjęcia łatwiej chyba zrobić w San Pedro.  Panie za to  sprzedają specyfiki  na wszystko; od zasuszonych lam, które składa się w ofierze Pachamamie – matce ziemi,  eliksiry na potencję, świeczki na płodność – jednym słowem za parę boliwianów można sobie kupić obietnicę długiego, szczęśliwego życia w dostatku. Poza tym sprzedają tony palo santo [amazońskie drzewo służące do okadzania przestrzeni dobrą energią –  nieziemsko pachnące], piękne kadzidła i moja ukochaną maść z koki, która jako jedyna zadziała kiedyś na moje mocno zwątlone snowboardem mięśnie. Mercado de las Brujas czyli Targ Czarownic mocno się przerzedził, bo kiedyś pań było znacznie więcej. A szkoda. Naprawdę szkoda.

Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset

 

  • TUCUMANAS ze schodów

Lonely Planet –  kiedyś poza poleceniem opisanej już przygody w więzieniu San Pedro, polecało  też bardzo konkretne empanady  [w La Paz zwane tucumanas].  Empanady z ulicy.  Nie było adresu, tylko opis: w połowie Avenida 16 de Julio są żółte schody. Wdrap się nimi do ulicy Murillo i tam stoją panie z najlepszymi tucumanami w mieście. NO i STAŁY!

 Pojęcia nie macie jakie to było pyszne. Najpyszniejsze aż tak, że wracając do La Paz dwanaście lat później miałam nadzieje, że niewiele się w życiu tych pań zmieniło i nadal tam na mnie czekają. I wiecie co?!

 

 

BYŁY!!!!! Tyle, że teraz mają maly lokalik pod owymi żółtymi schodami a nie na ich szczycie. Ta sama pani, z tym samym szczerozłotym uśmiechem powiedziała mi, że sorki ale bez mięsa to nic dla mnie nie znajdzie, więc się złamałam – pomimo, że od paru miesięcy nie jem mięsa – zgrzeszyłam.

Na całe szczęście są:

  • yatiris 

W El Alto, czyli wyżej położonym satelicie La Paz [można dojechać Teleferico] wzdłuż Avenida Panoramica – ulicy prowadzącej na czwartkowy i niedzielny olbrzymi tutejszy market – jest długi mur z kolorowymi kioskami. Przed owymi kioskami  co chwilunie palą się małe ogniska, a przy niektórych leżą stosy buteleczek wypełnionych różnymi specyfikami, płody alpak, różne zioła i proszki. W kioskach rezydują yatiris czyli szamani, których Boliwijczycy odwiedzają prosząc o szczęście, zdrowie lub zdjęcie klątwy Pachamamy [Matki Ziemi]. Za około 50 boliwianów [25 złotych] można się poddać rytułałowi, który przygotuje Cię na trudy nadchodzącego roku. Szaman którego wypatrzyłam ja nie był taki uroczy jak ten TUTAJ ale fakt, że mam zdjęcia z rytuału jest trochę cudem, bo to niestety jest podobnie jak z czarownicami. Szczerze nie powinnam była tego robić! 

Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset

 

  • Łapanie collectivo

No to jest super zabawa – po pierwsze musisz wiedzieć gdzie chcesz jechać, po drugie wyłowić z tłumu małych autobusików ten z nazwą dokładnie Twojego kierunku. Nie bardzo wiadomo którędy i jak jeżdżą, a w godzinach szczytu to dopiero jest masakra. Do tego chłopaki kierowcy lubią zmieniać te karteczki, a i czasem jedna nieznaczna informacja na szybie kompletnie zmienia kierunek w którym jedzie collectivo. Ale jak się już wygra w te grę to jest spoko. W podobną autobusową grę się gra w Buenos Aires, tyle, że tam kupuje się w kiosku instrukcję zwaną GUIA T.  I jest trochę łatwiej.

BF66C67A-7962-424F-A9FF-DC58C9DA9BC6 2.jpg

  • Cementerio General

Czyli cmentarz po prostu, ale jaki?! Pełen cudnych grafitti i generalnie dość wesoły.  Trochę jak ten wesoły cmentarz w Rumuni. Jak bardzo jest jest wielki – generalnie na serio jest to miasto w mieście – najlepiej jest zobaczyć z Teleferico Rojo. Naprawdę zapiera dech.

 

 

No kocham to La Paz do tego stopnia, że się zryczałam wyjeżdżając. Zawsze tu na mnie czeka coś dobrego. I co za energia gigantycznie dobra tu jest. O jednym tylko zapomniałam; jak kurewsko zimne są tutejsze prysznice! Słowo „caliente” oznacza w La Paz bardzo zimną wodę, a nie jak ze słownika by wynikało CIEPŁĄ – bez wzgledu na to jak będą Was zapewniać, że jest inaczej

  • aaaaa zapomniałabym.  Shoe Cleaners – Lustra Calzados!

no więc mój szewc w Warszawie, wie, że moje buty muszą wyglądać na stare no i w takich łażę. W związku z tym mam przesrane u lokalnych pucybutów – bo do cholery tak nie można. Na ulicy może nie jest najczyściej ale buty to każdy latynos ma wypucowane. I to za pół złotego. A u się taka gringoska zdażyła, która nie dość, że ma buty paskudnie znoszone, to jeszcze broni się rekami i nogami też, żeby tylko jej tej brzydoty bucianej nie popsuć. Gotowa nawet zapłacić, by jej tych butów nie czyścili. Ale z pucybutami jest jeszcze jedna historia; otóż jeśli oglądaliście cokolwiek na instagramowym instastory to znacie Janke.  Janine z Niemiec z którą przez moment podróżowałam. Jej przyjaciółka od pół roku prowadzi cudny projekt; można w La Paz kupić sobie wycieczkę i zobaczyć miasto oczami pucybutów.  Cudny bo wspiera lokalesów i daje im dodatkową pracę. Proszę polecajcie.  TO jest TU

 

NO to jeszcze troszeczke La Paz Wam zostawiam.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s