sucre.

 

 

Sucre czyli cukier. Ciudad Blanca czyli białe miasto. Nie nie. Nie o kokę chodzi, spokojnie. Miasto naprawdę jest białe. Śliczne. Trochę  mi przypomina andaluzyjską Granadę; mnóstwo wyboistych uliczek, białe domy z czerwonymi dachówkami, wszędzie małe doniczki z kolorowymi kwiatkami. Tutaj się twierdzi z to jest prawdziwa stolica Boliwii, a La Paz po prostu wykonuje polecenia. No dobra, prezydent ma siedzibę tamże, ale tu właściwie nikt tego prezydenta nie lubi więc może sobie siedzieć gdzie chce . Zupełnie przypadkiem wpadłam na gościa, bo przyjechał do Sucre zapoczątkować nowy rok w Tribunal Supremo de Justicia – czyli takim naszym Sądzie Najwyższym, który akurat siedzibę ma tutaj, w Sucre. Nie było wiwatujących tłumów. Mało tego, jakoś szczególnie nie był ten prezydent zabezpieczony, Stał tam jeden jakiś policjant, poprosił byśmy zeszli na bok [spacerowałam z tutejszym kumplem], bo Prezydent jedzie. Zapytałam jaki prezydent, to mi odparł, że Boliwii, ot co!  I tak mniej więcej z odległości 15 metrów zobaczyłam gościa, o którym słyszę odkąd wjechałam do tego kraju; że głupi, bo skończył tylko trzy lata podstawówki, że od 14 lat jest Prezydentem i ma ochotę na więcej więc majdruje przy konstytucji, bo tak nakradł, że  musi zostać dyktatorem, bo jak przegra wybory to pójdzie siedzieć.  Jakoś się nie dziwię, że tłumów nie było.

W tutejszym radiu mówią, żeby turyści się powstrzymali z docieraniem do Uyuni, bo strasznie leje i terenówki mają problem z brodzeniem w mieszance deszczu i soli. Część trasy jest całkiem zamknięta i nie da się dotrzeć do Isla de Pescado czyli samotnej wyspy z dwunastometrowymi kaktusami na samym środku solnej pustyni [ przekosmos, mówię Wam! ].

205612_5071573988_6806_n 2

Processed with VSCO with 5 preset

Uff więc,  odetchnęłam, bo Salar de Uyuni jest najpiękniejszym miejscem na ziemi jakie widziałam i okrutnie mnie kusiło by tam wrócić. Dość trudną była myśl, że muszę to cudo ominąć, więc cieszę się, że lokalne radio rozwiązało mi  problem i teraz kierunek Tarija czyli boliwijskie lokalne winnice. Już się boję!

Zostawiam Was więc z odrobiną miasta w którym podobno wszystko się zaczęło. Najstarszy kościół jest tu z szesnastego wieku, Sucre ma mnóstwo marketów [jest na nich o wiele taniej niż w supermarketach i można kupić wszystko], przecudnej urody cmentarz – bez wielkich katakumb –  jak w Polsce,  gdzie w niewielkiej przestrzeni zostawia się zmarłym ich ulubione przedmioty. Najbardziej wzruszyły mnie groby dzieci z ich ulubionymi zabawkami.

ps. z Sucre w niedziele koniecznie trzeba wybrać się na Tarabuco Market i zobaczyć jak bardzo różnorodni są tutejsi rdzenni mieszkańcy; od rysów twarzy przez ubranie, aż po małe czapeczki, które sugerują skąd są ich posiadacze albo jak dużo mają dzieci.

Bardzo mi tu dobrze było. 🙂

Processed with VSCO with 5 preset

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s