Argentyna. znów w domu. Argentina. back home.

english version below 🙂

Zapomniałam. Zapomniałam jak dobrze się tu czuje. Niby jak można zapomnieć, że gdzieś człowiekowi jest dobrze? No nie można, ale jednak zapomniałam jak bardzo mi tu dobrze. Jak dobrze, że znów jestem w Argentynie. Już szósty raz.

Sporo jeszcze było do zrobienia i w Peru i w Boliwii – no bo trza w końcu do dżungli pojechać przyjąć ayahuascę [napój stosowany w lokalnej medycynie dla duchowego oczyszczenia] , pojeździć po wydmach Huacachiny [miatsteczko -oaza otoczone wydmami] na desce, gdzieśtam zboczyć, cos powariować. Ale nie – gnało mnie w dół i  nie wiedziałam po co. Podświadomie pędziłam przez oba te kraje, żeby dopiero po przekroczeniu granicy w Aguas Blancas skumać, że ja tu, w Argentynie, jakoś inaczej oddycham. Pieprzyć – taki ze mnie podrożnik, że podświadomie chciałam do domu, bo ja tu się czuje jak w domu. Wszystko mi tu pasuje i ludzie, i klimat, i wino i jedzenie. Tylko do pory jedzenia się nie mogę przyzwyczaić [w Argentynie kolacje jada się około jedenastej w nocy, a między porą lunchu, a około ósmą wieczorem miłosiernie panuje ciocia siesta, więc wszystko – z wyjątkiem supermarketów jest zamknięte.] No, i chrzanić też to,  że zaczęło się od kłopotów.

Przejście graniczne między Bermejo w Boliwii a Aquas Blancas w Argentynie to właściwie rzeczna przeprawa; przynajmniej jak się chce przejść nogami – w sensie samemu a nie jakąś zorganizowaną grupą czy wycieczką. Ja chciałam przejechać się lokalesami [autobusami lokalnymi zwanymi collectivo, które na odjazd czekają, aż znajdzie się wystarczająca ilość chętnych], więc musiałam się przeprawić łódką. Sprytnie [niechcący]ominęłam wszystkie punkty wymiany walut w Boliwii, przeprawiłam się na drugą stronę, odprawiłam w obu krajach i zdziwiłam. W Aguas Blancas nie było ani jednego miejsca w którym można byłoby wymienić pieniądze, nie mówiąc już o bankomacie, co znaczyło, że nie mam złamanego peso na dalszą podróż. To znaczy miałam ich sto dwadzieścia, bo dostałam od kumpla u którego mieszkałam w Boliwii,  bo mu zostały z wakacji, ale 120 peso to około 12 złotych więc pięciogodzinnej podrózy Ci raczej nie kupi.

I tu mała dygresja o tym, że do Argentyny najlepiej przyjechać z dolarami lub euro w torbie i to w raczej dużych ilościach. Argentyna jest w kryzysie od wielu lat. Teraz ten kryzys nazywają tu Macrisis – od nazwiska obecnego Prezydenta Mauricio Macri. Nie będę się rozwodzić czy on jest temu winny czy nie, ale fakt faktem dobrze nie jest. Inflacja galopuje, a dolar raz traci na wartości raz zyskuje; zanim tu przyjechałam znajomi argentyńczycy opowiadali mi, że koło dziesiątej za dolara płacili trzydzieści pięć peso, a koło czternastej już czterdzieści. W bankomatach często brakuje pieniędzy, a jeśli są, to nam cudzoziemcom wolno jednorazowo wypłacić ok 4000 peso czyli około 100 dolarów w zależności od kursu, ale za to bankomat pobiera od około sześciu do jedenastu dolarów prowizji. Najlepiej więc pieniądze zabrać ze sobą i wymieniać gdy kurs jest korzystny. No to tyle dygresji.

Aguas Blancas wyglądało jak małe dzikie miasteczko w Montanie. Właściwie brakowało tylko koni i cowboy’ów. No i punktu wymiany walut. Na moje pytanie czy i gdzie jest, wszyscy znacząco kiwali głowami. Musiałam dostać się do Jujuy, gdzie czekała na mnie następna couchsurfing’owa przygoda [jeszcze wtedy nie wiedziałam jak fajna], ale wyglądało, że nie bardzo mam za co. Mimo wszystko ruszyłam do okienka , w którym pan sprzedawał bilety. „Mam około 50 boliwianów [to jest nic] i  120 peso [jeszcze bardziej nic], a chciałabym się dostać do Jujuy” – powiedziałam do pana w okienku. Popatrzył na mnie z politowaniem. „Nie mogę pomóc!”. Z pomocą przyszedł drugi gość: „Ile masz tych boliwianów?” „Pięćdziesiąt” rzekłam nie wiedząc, że mam sto, ale to i tak było za mało. „A peso?”. „No ze sto dwadzieścia. „Hm, niedobrze, a karta?” Ej no jasne! Karta!!! „Mam kartę” – odrzekłam. Hej niby jasne, nie? No wcale nie takie jasne. Na żadnym terminalu autobusowym w którym dotychczas byłam [ani w Peru, ani w Boliwi] nie można było płacić kartą. Zapomniałam, że to Argentyna, zapomniałam o karcie – ale co najważniejsze – byłam uratowana.  Naprawdę  przez te półtora miesiąca zapomniałam, że za coś można zapłacić kartą.

Ale to nie był koniec problemów. Trza było jeszcze coś zjeść. Za boliwiany w Argentynie  nic się nie zje, za te peso które miałam – niewiele. A ja wyjechałam w dwunastogodzinną podróż bez śniadania i bez wałówy.  Na przygodnej stacji kupiłam sobie butelkę Coca – Coli [nienawidzę] za 50 peso [ok 5 złotych] by bąble wypełniły mi żołądek. Miałam nadzieję, że jak dojadę w jakieś większe miejsce [miałam przesiadkę] to znajdę punkt wymiany. Nie znalazłam. Były bankomaty, ale bez pieniędzy. Zostało mi 70 peso [7 złotych]. Podeszłam do baru i poprosiłam o podwójną kawę. „Zjadłabyś też coś chudzino, co?” – powiedział miły pan i dołożył mi kanapkę. „Jak to dobrze być w domu!” – pomyślałam, tłumacząc mu że przecie mam tylko nie mam jak wymienić i tak dalej i tak dalej. Ale to już nie miało znaczenia. Pędziłam tu jak do siebie, a jeszcze wtedy nie bardzo wiedziałam jakie cudne chwile czekają mnie w ciągu najbliższych dni. E tam dni!!! Tygodni! Ze zwichniętą kostką siedzę teraz w Bariloche; całe szczęście, że zwichnęłam ja tu, gdzie mogę posiedzieć jak długo chce – i mało tego kuszą by zostać na zawsze – i weź nie rozważ jak ma się taki widok:

Processed with VSCO with 5 preset

 

Kocham to miejsce i mam wrażenie ono kocha mnie z wzajemnością, wiec nie chce puścić dalej, No coż chciałam odpocząć to mam. Mogę popisać. A jest o czym, bo zakochałam się w Jujuj – dotychczas  nieznanej  mi części Argentyny, o tym jak odkryłam Cafayate – drugi winny region tutaj – dużo mniejszy niż Mendoza, ale też dużo bardziej uroczy i jak zyskałam nową rodzinę w Mendozie.

ALE to wszystko zaraz – PO KOLEI!

♦♦♦ english version

I totally forgot. I forgot how cool this place is. Well, it’s insane to forget the awesomeness of a place you feel at home at, but hell i did forget some of it. So good to be back here. It’s my sixth time.

There was so much more things to do both in Peru and Bolivia – cos I wanted  to get to the jungle finally, take some ayahuasca [an entheogenic brew  used as a traditional spiritual medicine in ceremonies among the indigenous peoples of the Amazon basin] , surf the sand dunes of Huacachina [the oasis town in Peruvian sand desert] , get off the beaten track, go crazy about stuff somewhere else. But, no – I was just running  down though the two beautiful  countries leaving all this supercool stuff to cross the boarder in Aquas Blancas and land in Argentina. Fuck it! What kind of traveller am I if subconsciously I want to go home! Cos Argentina feels like home.  I love everything about being here; the people, the ambience, the wine and  the food. There is a one thing I always have a problem adjusting to and it’s the TIME they eat dinner. It’s 11 pm at night and for me that’s bloody too late. I am starving at 6-7pm while here literally everything is closed or just starts reopening. Even if they are reopening, it’s kind of sad to be the only person in the restaurant eating and hm, the only choice is a supermarket. I still love it.

Anyways, this time it all started with a bit of a trouble:

The boarder in Bermejo, Bolivia and Aquas Blancas in Argentina is a boat river crossing; at least if you want to do it the local way. The big buses probably go through some nice boarder crossing, but I took a collectivo [the local bus that waits till is fully loaded before hitting the road], so had to cross the boarder by myself.  I happily missed all the money exchange shops on the Bolivian side being sure there is more on the other. Suprisingly there was none. In Argentinian Aquas Blancas there was no money exchange not to mention the ATM, which meant  I have no pesos for the onward trip. Well, I did have some 120 pesos [3 dollars] given to me but my couch surfing super host in Bolivia [had some leftover pesos from his Xmas trip there] but you can’t but much with it.

Here i feel I need to add a little update on the money situation in Argentina. If you ever go to Argentina, its best to do it with a pile of dollars or euro. Argentina has been in crisis for a long time. Now they called Macrisis – named by the current President, but it’s totally irrelevant for this matter if he’s really responsible. The facts are that inflation rate is super high here and the dollar rate goes up and down in no time. Before I came here, my argentine friends were telling me stories how at 10 am they had to pay 35 pesos for dollar and at 2 pm it was already worth 40. The ATMs often lack money and even if they do have it, they only allow us tourist to withdraw 4000 pesos which is around 100 dollars depending on rate and take 6-11% of that transaction on the top of it. So, you see it’s the best to go there with a small backpack of money and change it when the rate is in your favour.

Aquas Blancas was just like small Montana town – lazy, laid back with not much going on. It just lacked horses parked if front of the saloons and the cowboys. It also lacked Money Exchange. And the ATMs. Whenever I popped a question asking for one, everyone just gave me that „are you crazy girl?” look. I knew I  was kinda stuck. I had to get to Jujuy, but had no money. I went to a ticket office anyway. ” I have 50 bolivianos [nothing] and 120 pesos [even more nothing] and need to get to Jujuy” I said to the guy in the window. „I can’t help you” he replied. Then to the rescue comes a superman: ” How much bolivianos did you say you have?” „5o”.  „Okay and pesos?” he tries to sort the thing. „120”  „And the card?” he makes the last call. „Jesus Christ” I think to myself. „A card”. I forgot this is Argentina! For the past one and a half months I was dealing with terminals in Peru and Bolivia and none of them took cards so I forgot they ever existed. But the best part was i was saved!

This was not the end of the money problem though. I left for this trip early not having breakfast, so I needed to have a a tiny bit of food after 8 hours of travelling. 50 bolivianos doesn’t buy you anything in Argentina and 120 pesos not much. I was kind of hoping to find a money exchange somewhere on the way [i had to change buses half way], but well … no. I found three ATM’s instead but with no money in them. So, I was left with 70 peso [supernot much] cos i bought a bottle of Coca-cola, which I totally hate,  just to feel my stomach with some bubbles. So, with the  70 peso left, I went to a Bus Terminal’s only bar and asked for a double black coffee. „You would eat something as well, wouldn’t you?! You are skin and bones” – the owner said and added  a free sandwich to my order.  „It’s so good to be home” I thought and explained how i could not exchange money and all that. This would not matter anymore. I understood all the rush before. I needed to feel safe and cuddled and Argentina gives me all that. I still did not know then what kind of cool things are waiting ahead in the coming days. Shit, not days – weeks. So, now I am siting here in almost home town of Bariloche with a sprained ankle. Had an accident longboarding and thanks God it happened here, where i have friends and feel safe. And they’re even trying to seduce me into staying here for longer. NOT possible to resist it when you have this view: [above]

I love this place and I kind of think it loves me back:) so it doesn’t want to let me go 🙂 Well, I was really tired with the two and a half months of traveling so, here it is – an non-refutable resting time. Now I can spent some time on this superfluous writing:) and there is some good reasons to do it: Jujuy – an unknown so far to me part of Argentina that  I  utterly fell in love with, Cafayate – a cosy little wine region that I discovered and I guess i cherish more than Mendoza’s a bit industrial vibe and the new family I have in Mendoza, which I love to bits!

but let’s do it step by step.

oh! WATCH OUT YOUR STEPS LONGBOARDIN’

img_1412

 

 

 

One Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s